Nic tak nie denerwuje człowieka jak wczesna pobudka. Wróć. Nic tak nie denerwuje człowieka jak dźwięk dzwonka do drzwi o szóstej rano. Zwłaszcza wtedy, kiedy całkiem niedawno wróciło się z imprezy. Zwlokłam się z łóżka, zastanawiając się nad tym, to jest na tyle głupi, żeby przychodzić tu o tak wcześnie. Auć! Moja głowa! Zeszłam na dół, aby otworzyć drzwi. Ktoś dalej maltretował dzwonek. Złapałam za klamkę. Moim oczom ukazała się uśmiechnięta twarz mojego kuzyna. No tak! Tylko on mógł przyleźć tutaj o tej porze.
- Antek, kretynie! Niektórzy ludzie chcą spać.
- Też się cieszę, że cię widzę, Natalia. Dzień dobry. - odparł. Zaprosiłam go do kuchni. Udałam się do kuchni, czym prędzej sięgnęłam po szklankę i nalałam sobie wody. Trochę lepiej.
- Kacyk? - zapytał mój gość z idiotycznym uśmiechem na ustach. Gdyby mój wzrok mógł zabijać, mogłabym zacząć organizować mu pogrzeb. Ten tylko się roześmiał.
- Naprawdę bardzo zabawne, wiesz? - powiedziałam - Czego chcesz?
- Wstałem dzisiaj trochę wcześniej i pomyślałem, że cię odwiedzę - powiedział - Zapytam co słychać, napiję się kawy z moją ulubioną kuzynką.
- Antek ja cię kiedyś zabiję! - krzyknęłam - Przychodzisz tutaj tak wcześnie, budzisz mnie z samego rana, bo masz ochotę na kawę? Żegnam pana! - powiedziałam, popychając go w stronę wyjścia. - Mam zamiar wrócić do łóżka i się wyspać.
- Spokojnie, Natka. Tylko żartowałem. Chociaż kawy faktycznie bym się napił. - wyszczerzył kły w w uśmiechu.
- Tam jest ekspres - powiedziałam, wskazując ręką na urządzenie.
- Uwielbiam, kiedy się na mnie wściekasz - powiedział, parząc kawę.
- Antek, do rzeczy. W końcu po coś tutaj przyszedłeś prawda? Do rzeczy. - zależało mi na tym, żeby Antek sobie poszedł. Na swój sposób kochałam mojego kuzyna traktowałam go nawet jak starszego brata, ale kac robi z człowiekiem swoje.
- No dobra - powiedział w końcu - Jedziesz na wakacje!
- Co proszę?! - zapytałam - Miło, że ktokolwiek zapytał mnie o zdanie! - w tym momencie byłam całkowicie rozbudzona.
- Naty, postanowiłem wysłać cię na wakacje - powiedział - Jutro lecisz do Warszawy. - dodał.
- Szalenie miło z twojej strony, że mówisz mi o tym dzisiaj, a nie jutro przed samym odlotem!
- Co zrobisz, jeśli powiem ci, że... - musiałam poszukać jakiegoś sensownego argumentu, który mógłby wykluczyć moje wakacje. Właściwie wizja wyjazdu do Warszawy całkiem mi się podobała, ale nie mogłam dać Antkowi tej satysfakcji. Musiałam się z nim podrażnić. - Że nie stać mnie na te wakacje. - skłamałam.
- Natalia, powiedziałem przecież, że wysyłam cię na wakacje. To znaczy, że są opłacone. Przez miesiąc będziesz mieszkała w moim domu. Ja w tym czasie pozałatwiam wszystkie sprawy związane z firmą tu w Barcelonie i dojadę do ciebie. Jutro odwiozę cię na lotnisko.
- Czy ja w ogóle mam coś do powiedzenia w tej kwestii?
- Szczerze? - spytał - Nie. Ale przyznaj sama, że to dobry pomysł. Od kilku lat nie byłaś w Polsce, nie mówiąc już o Warszawie. Dawno też nie byłaś na wakacjach. Natka, nie daj się prosić. - mój kuzyn próbował przekonać mnie do wyjazdu, strojąc miny a'la kot ze Shreka. Musiałam przyznać, że ma rację.
- No dobra - powiedziałam zrezygnowana.
- Widzimy się jutro o siódmej - powiedział, odstawiwszy pustą już filiżankę na blat.
- Ta. Do jutra.
Kiedy Antek wyszedł, udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, rozczesałam włosy, wyszorowałam zęby i poszłam się pakować. Potem skoczę jeszcze na szybkie zakupy.
Następnego dnia Antek zjawił się punktualnie. Co jak co, ale punktualność to jedna z jego zalet.
- Witam piękną panią. - przywitał się. - Wyspana?
- Ta. Oczywiście. - mruknęłam. Kuzyn pomógł mi umieścić moje walizki w bagażniku. Wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Po kilku minutach byliśmy na miejscu.
- To co? Czas się żegnać? - spytał Antek, po czym pocałował mnie w oba policzki.
- Bez zbędnych czułości.
Słoneczna Warszawa. Zabiegani ludzie, kolejki po lody, matki biegające za swoimi pociechami, zakochani przechadzający się ulicami miasta. Zwykły codzienny widok, a jednak niezwykły. Pewnie zastanawiacie się kim jestem, że aż tak zachwyca mnie to miasto. Jestem Natalia, Naty, Natka, niepotrzebne skreślić. W połowie Polka, w połowie Hiszpanka. Moja mama była Hiszpanką. Niestety nigdy nie miałam okazji jej poznać, bo zginęła razem z ojcem w wypadku, kiedy ja miałam trzy miesiące. Wychowywała mnie babcia - Raquel, ale i ona odeszła dwa lata temu. Ale nie będę się nad sobą użalać. Zawsze mieszkałam w Barcelonie z babcią. Często jednak przyjeżdżałam do Polski - do brata mojego ojca. To dzięki temu znam język polski. To dzięki temu traktuję Antka jak starszego brata, gdyż spędziłam w jego domu strasznie dużo czasu. Jeżeli kogoś to interesuje, to jestem brunetką. Do najwyższych nie należę. Nie jestem jedną z wymalowanych dziuń, które kleją się do każdego faceta i przed każdym rozkładają nogi. Zamiast miniówki, wolę stare dżinsy i wyciągnięty t-shirt. Nie należę też do tych, które grzecznie kiwają głowami niezależnie od tego, co im się powie. Jestem pyskatym chudzielcem, który kocha piłkę nożną. - tak nazywa mnie Antek.
Złapałam taksówkę.
- Dzień dobry. - przywitał się taksówkarz, po czym umieścił moje walizki w bagażniku.
- Dzień dobry - powiedziałam. Wsiadłam do samochodu. Podałam mężczyźnie adres i ruszyliśmy.
Dom Antka znajdował się na strzeżonym osiedlu. Wyciągnęłam klucze z torebki. Wsadziłam jeden z nich w zamek i co? Nie da się. Próbuję jeszcze raz, niestety z tym samym skutkiem. Może to nie ten klucz? Przyjrzałam się dokładnie dwóm kluczom otrzymanym od Antka. Nie, to na pewno ten.
- Cholera! - mruknęłam i nie wiedząc czemu, nacisnęłam klamkę. Alleluja! Drzwi były otwarte. Dobre sobie. Antek chyba nie jest na tyle głupi, żeby zapomnieć zakluczyć drzwi, no nie? Weszłam do środka. Cisza. Nic nie świadczyło o obecności potencjalnego złodzieja. Weszłam do salonu. Nadal nic. Wszystko, jak sądzę, znajdowało się na swoim miejscu.
- To dziwne - powiedziałam sama do siebie. Zamierzałam udać się do kuchni, ale za moimi plecami ktoś odchrząknął. Odruchowo odwróciłam się do tyłu. O framugę drzwi opierał się jakiś facet. Wysoki brunet o niebieskich oczach. Właściwie szaro-niebieskich. Przystojny, nawet bardzo, ale tego kwiatu, to pół światu.
- Kim jesteś i co robisz w domu Antka? - dopiero po zadaniu tego pytania, uświadomiłam sobie, jak głupio ono brzmi. No cóż, chciałam się tylko dowiedzieć, kim jest ten facet.
- A ty to kto? - zapytał z dziwnym uśmiechem na twarzy.
- Mamusia cię nie nauczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie?
- Tomek, przyjaciel Antka, odpowiedział obcy.
Dobre sobie. Co ten jełop tu robi?
- A ty to kto? Jego nowa dziewczyna? - zaczęłam chichotać. Rozbawił mnie tym do łez. Pomijając to, że jesteśmy spokrewnieni, nasz związek nie miałby szans. On stateczny właściciel firmy, ja niepoprawna imprezowiczka. Niezły duet, nie ma co.
- Jestem jego kuzynką i tak się składa, że mam spędzić tutaj swoje wakacje - powiedziałam, kiedy wreszcie przestałam się śmiać.
- Co? - najwyraźniej był bardzo zdziwiony,
- Uszy się myje, a nie o wannę trzepie.
- Jesteś niemiła! - muszę przyznać, że to bardzo błyskotliwa uwaga, naprawdę.
- Na gorzkie żale potem przyjdzie czas. Powiedz lepiej, co ty tu robisz. Przyszedłeś kwiatki podlać?
- Zabawne. Ja tu mieszkam. - dobry żart. Chyba, że to ja coś pomyliłam i tak naprawdę jestem kuzynką Tomka, nie Antka. Nie, to niemożliwe.
Słucham?
- Uszy się myje, a nie o wannę trzepie.
- Zaraz ja cię trzepnę, jak chcesz.
- Ktoś tu chyba ma zły humor.
Dobry Boże za jakie grzechy? Przecież jestem grzeczna. Staram się, naprawdę się staram. Dobra, czasem pójdę na imprezę, wypiję, pobawię się. Zawsze mam kaca, ale film jeszcze nigdy mi się nie urwał. Czy to powód, żeby mnie tak karać?
- Dobra Pokemonie, koniec żartów. Co ty do cholery tutaj robisz?
- Przecież mówię, że tu mieszkam. Mam remont, po domu kręcą się robotnicy. Antek, jako dobry przyjaciel, posłużył pomocą, dał mi klucze i tymczasowo tu mieszkam.
Stop! Antek dał mu klucze? Mnie też dał. Chyba nie sądzi, że będę mieszkała pod jednym dachem z tym kretynem.
- A tak swoją drogą - zaczął Tomek - jak masz na imię?
- Natalia, Naty, Natka, jak chcesz, bo co? - zapytałam zaskoczona jego pytaniem.
- Wiesz, wygląda na to, że mamy razem mieszkać. Trzeba się zapoznać czy coś...
- Stop! Na pewno nie będę mieszkała z tobą!
Ta sytuacja była tak dziwna, że aż nie realna. Postanowiłam zadzwonić do Antka.
- Antek debilu, coś ty narobił?
- Też się cieszę, że cię słyszę, Naty. Szczęśliwie doleciała do Warszawy?
- Tak. Tak się składa, że przychodzę do twojego domu i co w nim zastaję? Niejakiego Tomasza! Antek to twój dom i możesz pozwolić tu mieszkać samemu papieżowi, ale nie sądzisz, że powinieneś mnie uprzedzić?
- Cholera! Naprawdę ci nie powiedziałem?
- Wyobraź sobie, że nie.
- Oj, nie przesadzaj. Wbrew pozorom Tomuś nie jest taki zły. Ten czas szybko zleci i wrócisz do Barcelony. Poza tym w międzyczasie dojadę do ciebie.
Albo mi się wydawało, albo mój kuzyn kazał mi mieszkać z Panem Szaro-Niebieskie Oczy przez miesiąc. on chyba sobie żartuje. On na pewno żartuje.
- Oszalałeś, mam mieszkać z Tomkiem?
- Tak, Naty daj mi go do telefonu.
Zrezygnowana oddałam telefon Tomaszowi. Nie słuchałam, o czym rozmawiał z moim kuzynem. Miałam ochotę jak najszybciej wrócić do domu. Dziś rano byłam Antkowi wdzięczna. W końcu pozwolił mi u siebie mieszkać. Zapłacił za mój bilet, dał polskie pieniądze. Miał chłopak gest. Poza ty już nie pamiętam, kiedy byłam na wakacjach. Od ośmiu lat nie byłam w Warszawie - to kolejny powód przemawiający za tym, żeby jechać. Przyjeżdżam i co zastaję? Jakiegoś kolesia. Mam z nim mieszkać? Jak tylko wrócę do Barcelony, skopię Antkowi tyłek. Przez niego będę miała w nocy koszmary. Wizja wakacji spędzonych wspólnie z Tomkiem będzie mnie prześladować. Chociaż z drugiej strony... Może być nawet ciekawie, wystarczy się tylko postarać.
Wchodzę i się zakochałam w samym nagłówku *_* Jest piękny i Nina wygląda rewelacyjnie *_*
OdpowiedzUsuńPotem wtopiłam się treść, z trudem odrywając się od szablonu i stwierdziłam, ze jest okej@ Bardzo okej! Gdyby nie fakt, że bohaterowie mają polskie imiona - zakochałabym się ponownie, ale przez to - peszek. Nie wiem dlaczego, ale mam jakiś wstręt do polskich imion :c
Chociaż lubie imie "Antoni", Antek :) Więc jest nieźle!
Może jeszcze wpadnę na bloga i zobaczę dalsza część tej historii...? Kto wie ;)
Powodzenia w dalszym blogowaniu ♥
http://szukajac-perfekcji.blogspot.com/
Bardzo ładne opowiadanie . Fajne magiczne szablony
OdpowiedzUsuńZapraszam
http://neo-nie-patrz.blogspot.com/
Bardzo fajnie piszesz, nie przestawaj, a wręcz rozwijaj się w tej dziedzinie! :))
OdpowiedzUsuńhttp://bookiza.blogspot.com/